Wschód słońca na górze Synaj

Podczas naszych wyjazdów staramy się aktywnie spędzać czas, mamy zaplanowaną trasę, konkretne miejsca do odwiedzenia, smaki do spróbowania i trochę atrakcji. Bywa jednak czasem tak, że jedziemy gdzieś tylko po to, żeby leżeć do góry brzuchem i ładować baterie. Do takich destynacji na pewno należy Egipt.

Zawsze dobra pogoda, czyściutka, idealna do nurkowania woda, smaczne jedzenie (różnie z tym bywa, ale nam się udało) i zimne drinki. Na takich, typowo turystycznych, eskapadach byliśmy kilkukrotnie i kiedy któregoś roku zdarzyło nam się odpuścić, czegoś nam po prostu brakowało. Słodkiego lenistwa i nicnierobienia.

W związku z powyższym, nigdy nie porywamy się na piramidy w Gizie, Luksor, Izrael, Jordanię i inne miejsca, do których jedzie się 100 godzin, wysiada się na 5 minut, cyka fotkę i wraca. Jednak kiedy, przeczytaliśmy o nocnym wejściu na górę Synaj, skusiliśmy się.

Z hotelu wyjechaliśmy późnym wieczorem, dzięki czemu nie było tak upalnie. W autobusie było sporo miejsca, wygodnie się rozłożyliśmy i podsypialiśmy, więc droga minęła całkiem szybko. Na miejscu krótkie spotkanie organizacyjne, przydzielenie przewodnika i ruszamy w drogę.

Ku górze wędrowało sporo ludzi, ale ciemność dawała iluzoryczne wrażenie, że jest tam tylko nasza grupa. Co jakiś czas, szczególnie na pierwszym odcinku trasy, często słychać było „want cammel? want cammel?”. My woleliśmy maszerować po piasku i skakać po skałach bez niczyjej pomocy, a co.

Celem tej nocnej wyprawy było przywitanie wschodu słońca na górze Synaj. Mało brakowało, a kilkugodzinny spacer skończyłby się dla nas porażką, ale pod koniec, na kamiennych stopniach przegoniliśmy kilka grup. Na szczycie ostro targał wiatr, więc wypożyczyliśmy koc. Nie, nie chcemy myśleć o tym, że siedzieliśmy przytuleni pod czymś, co przed chwilą było pod siodłem na wielbłądzie. Ważne, że było ciepło.

Rozłożyliśmy się, przygotowaliśmy aparat i obserwowaliśmy jak z ciemności wyłania się słońce. Niesamowity widok! Z minuty na minutę pojawiało się coraz więcej z otaczającego nas skalistego krajobrazu, grupa z jakiegoś kraju z Ameryki Łacińskiej zaczęła się modlić, promienie coraz mocniej ogrzewały…

Po chwili poświęconej na napawanie się widokiem oraz uwiecznieniu go na karcie SD, wybraliśmy szlak nieco trudniejszy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Przewodnik skakał przed nami niczym kozica górska, a kiedy zdawał sobie sprawę, że nieco się zagalopował, kładł się na skale i palił zioło. Swoją drogą, trudno byłoby go zgubić, bo cały czas miał na sobie czerwoną puchową kurtkę.

U stóp góry weszliśmy jeszcze do klasztoru Świętej Katarzyny, co by zobaczyć gorejący krzak, studnię Mojżesza i inne naznaczone świętością miejsca. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie morze azjatyckich turystów, którzy niezbyt przejmują się innymi i bez krępacji torują sobie drogę swoimi parasolkami niczym taranem.

Jak już dotrwaliście do końca tego, wyjątkowo jak na nas, długiego tekstu, to teraz zachęcamy do oglądnięcia zdjęć. A jak będziecie smażyć się na egipskich plażach, zróbcie sobie jeden dzień przerwy na wypad w góry, polecamy. No i jak romantycznie jest witać wschód słońca z ukochaną osobą, oh ah.

synaj2

synaj1

synaj3

synaj4

synaj5

synaj6

synaj7

synaj8

synaj9

synaj11

synaj12

synaj13

synaj14

synaj15

synaj16

synaj17

synaj18

synaj19

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Protected by WP Anti Spam