Pałac Ludowy – pomnik szaleństwa Ceauşescu

Bukareszt to miasto, które jednocześnie zachwyca i przeraża. Z jednej strony widać na jego ulicach ogromny potencjał, wielkomiejski szyk i przyjemną ruchliwość, która charakteryzuje wszystkie stolice świata. Z drugiej, czuć w nim jakiś nienazwany ciężar, ospałość i „podskórny” chaos.

Naszym przewodnikiem po tym dziwnym mieście okazał się mieszkający tam od kilku lat Polak – Tomek, który o historii Rumunii i Bukaresztu oraz o mentalności Rumunów wie bardzo dużo. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od spotkania pod Pałacem Ludowym (w minionym stuleciu nazywanym Domem Ludowym, rum. Casa Poporului), drugą pod względem powierzchni i trzecią pod względem objętości budowlą na świecie (po Pentagonie i centrum kosmicznym na Przylądku Canaveral).

Przytłaczający, oszałamiający, przeogromny… żadne z tych określeń nie są w stanie oddać w pełni wrażeń, jakie budzi z zewnątrz ten budynek. O jego rozmiarze niech świadczą nieskomplikowane liczby – na zwiedzanie jego wnętrz poświęciliśmy 3 godziny, w ciągu których udało nam się zobaczyć zaledwie 2% jego powierzchni.

Sukcesem jednak było już samo to, że mogliśmy zobaczyć jego wnętrza. Mimo tego, że oficjalnie istnieje możliwość zwiedzania Pałacu Ludowego, w rzeczywistości nie jest to tak proste. Po pierwsze, pałac obecnie jest siedzibą rumuńskiego parlamentu i jak każdy budynek rządowy objęty jest szczególnymi względami bezpieczeństwa. Po drugie, nagminne są przypadki, że nawet uprzednio zgłoszone i zorganizowane grupy turystów odsyłane są z kwitkiem.

Nieliczne grono szczęśliwców, które zostanie wpuszczone do środka musi liczyć się z „założeniem osobistej teczki” przy wejściu (łącznie ze zdjęciem) oraz konfiskatą paszportu lub dowodu tożsamości (aparat niestety też zabierają, dlatego nie mamy żadnych zdjęć ze środka). Personel zatrudniony do oprowadzania turystów też znacznie odbiega od tradycyjnego wyobrażenia „muzealnych przewodników”. W większości są to młode i bardzo atrakcyjne dziewczyny, które niczym maszyny recytują wykute na blachę cyfry, daty i fakty.

Na szczęście my, z wspomnianym Tomkiem i dzięki jego dyplomatycznemu doświadczeniu, mogliśmy poruszać się po pałacu sami. Nasz przewodnik opowiedział nam także nieco inną, od jedynie słusznej i oficjalnej, historię pałacu i jego byłych mieszkańców.

Zgodnie z zamysłem samego Nicolae Ceauşescu pałac miał stanowić serce monumentalnych zabudowań w centrum Bukaresztu skupiające najwyższe urzędy i główne siedziby jednostek państwowych. Wizja Ceauşescu odnośnie tego, jak miał wyglądać Bukareszt rodziła się wraz z kolejnymi podróżami dyktatora. W Chinach, Korei Północnej i Wietnamie zachwycił się monumentalnymi budynkami rządowymi, w Paryżu natomiast oczarowały go elegancja i niezwykła atmosfera Pól Elizejskich.

Niestety, jak zawsze w przypadku kopii, a tu dodatkowo bardzo słabej kopii, efekt rozbuchanych architektonicznych ambicji władcy miał bardzo opłakane skutki. I tak, przez samo centrum Bukaresztu ciągnie się 3-kilometrowy Bulevardul Unirii stylizowany na najsłynniejszej paryskiej arterii, a wraz z nim specjalnie wybetonowany kanał rzeki Dymbowicy (rum. Dâmbovița), który miał przecinać miasto niczym wody Sekwany.

Głównym architektem pałacu ludowego mianowano niespełna 30-letnią Ancę Petrescu. Brak doświadczenia i ślepe podążanie za kaprysami rumuńskiego wodza odbiło się zarówno na funkcjonalności, jak i estetyce budynku. Na pierwszy rzut oka wnętrze tej budowli pełne jest przepychu i ornamentów, utrzymane w stylu eklektycznym – od surowych marmurowych powierzchni, przez eleganckie wstawki klasycystyczne, po barokowe i bogate sztukaterie. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej jakości wykonania oraz uporowi, z jakim łączone są wszystkie elementy, całość sprawia wrażenie „architektonicznego koszmarku”.

I pewnie Pałac Ludowy można by traktować właśnie jako taki „przestrzenny wybryk”, gdyby nie koszty, jakie pochłonął. Największa budowla Rumunii miała bowiem odzwierciedlać potęgę i bogactwo całego państwa. Na jej budowę zużyto setki tysięcy ton marmuru, kryształu, stali, brązu i drewna. Wszystkie surowce musiały pochodzić z rodzimej ziemi. Te, które nie pochodziły, jak jedwabniki chińskie z włókien, których szyto tysiące metrów dywanów i chodników, po odpowiednich zabiegach nabierały rumuńskiego rodowodu.

Najbardziej tragicznym tłem powstawania pałacu było wysiedlenie ok. 40 000 mieszkańców. Podczas przygotowania placu pod jego budowę przenoszono lub zrównywano z ziemią całe kwartały Bukaresztu. Ten smutny los spotkał nie tylko tysiące rumuńskich domów, ale i liczne cerkwie, synagogi i klasztory. Pamiątką po tamtych czasach są po dziś dzień wałęsające się po ulicach miasta watahy półdzikich psów, które podobnie, jak mieszkańcy miasta, podczas tych przesiedleń straciły dach nad głową.

cau5

cau4

cau1

cau9

cau3cau7

cau8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Protected by WP Anti Spam