Hola Pola! Hola Sevilla!

Tym razem nasza rodzinna podróżnicza paczka wybrała się do Hiszpanii. Odwiedziliśmy przepiękny region tego kraju – Andaluzję, a naszą wyprawę rozpoczęliśmy od wizyty w Sewilli. Mieście cudownym, kolorowym, pachnącym i czarującym.

Jak się tu dostaliśmy? Polecieliśmy bezpośrednim lotem z Wrocławia do Malagi, z lotniska pociąg (pierwszy przejazd Poli!) i nim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu. Czas – niecałe 3,5 h lotu + około 2h pociągiem.

Dzięki temu, że centrum miasta nie jest rozległe, a większość ciekawych miejsc znajduje się blisko siebie, przez trzy dni udało się nam zobaczyć całkiem sporo. Na pewno pomogła dobra baza wypadowa – mieszkaliśmy zaraz obok Metropol Parasol, swoistej granicy między turystyczną częścią miasta a lokalesowymi rewirami.

Katedra, Alcazar i Plac Hiszpański to miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić.

Katedra Najświętszej Marii Panny w Sewilli jest największym i jednym z najwspanialszych kościołów gotyckich na świecie. Nie ma się co rozpisywać nad jej architektoniczną wspaniałością, to po prostu trzeba zobaczyć! Nam swoją wielkością i majestatycznością przypominała Cerkiew świętego Sawy w Belgradzie, paryską Notre Dam albo katedrę Katedra Santa Maria del Fiore we Florencji. Przylegające do kościoła Patio de los Naranjos to idealne miejsce na odpoczynek. Wśród rzędów pomarańczowych drzew można znaleźć trochę cienia, a małe ludki, niczym gołąbki, mogą schodzić się w mini fontannach :)

Alcazar, dawna siedziba władców kalifatu kordobańskiego, oprócz zabudowań pałacowych, oczarowuje wspaniałymi ogrodami. Niesamowicie zaprojektowane wnętrza, bujna roślinność, kaskady wodne, a nawet przechadzające się gdzieniegdzie pawie… można puścić wodze fantazji, zrelaksować się i poczuć się jak król, królowa albo mała księżniczka…

Ale to Plac Hiszpański i okalający go park Marii Luisy zrobiły na nas największe wrażenie. Poleczka poczuła się tu tak dobrze, że zasnęła, my natomiast zaczęliśmy wyobrażać sobie, jak spacerujemy tu po pracy i odpoczywamy w cieniu wielkich tropikalnych drzew i krzaków, siedzimy na ławce, czytamy książkę, piknikujemy, ehh…

Oprócz tych „must see places” trafiliśmy też na arenę corridy, do dawnej fabryki cygar (dzisiejszy uniwersytet), przechadzaliśmy się po wąskich sewilskich uliczkach, parkach i promenadach, byliśmy na dzikim pchlim targu, zajadaliśmy się tapasami, popijaliśmy kawkę, a niektórzy nawet zdobywali znajomości na placach zabaw.

Architektura, jedzenie, ludzie, klimat… Sewilla to miasto, do którego chce się wrócić. I trafimy tu kiedyś na pewno, ale teraz wsiadamy w pociąg i ruszamy dalej, do Huelvy. Ocean czeka..

sev1

sev2

sev3

sev4

sev5

sev6 sev7

sev8

sev9

sev10

sev0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Protected by WP Anti Spam