Grzybobranie pod Wołowem

Pierwsze podejście do grzybów mieliśmy miesiąc temu, ale wtedy szału nie było. Poszycie było dość suche, natomiast samochodów grzybiarzy na parkingach sporo, więc nawet jeśli coś tam wyrosło, to szybko zostało zebrane.

Minęło kilka weekendów, pogoda wariowała, nasze kalendarze pełne były spotkań, więc dopiero teraz udało się nam zebrać i ruszyć w trasę. Tym razem pojechaliśmy w miejsce, z którego kiedyś wróciliśmy z pełnym bagażnikiem grzybów. Do pewnego lasu w okolicach Wołowa.

Za Brzegiem Dolnym nieco się wystraszyliśmy, bo niemal na każdym zjeździe widać było auta, nawet kilkanaście w jednym miejscu. Jednak kiedy zbliżaliśmy się do „naszego” lasu, nie było już niemal nikogo. Gdzieniegdzie jakieś pojedyncze samochody, ale w bezpiecznej odległości tak, że nikt nie wchodził sobie w drogę.

W sobotę świętowaliśmy urodziny kolegi Pilla, więc grzybobranie zaczęliśmy dość późno, bo w niedzielę o 11.00. Po przekrojonych kapeluszach widać było, że przed nami chodzili tu już inni amatorzy leśnych dobrodziejstw, dlatego następnym razem na pewno jedziemy w sobotę. Jeśli pogoda dopiszę, słońce poświeci, trochę popada, to będzie powtórka z rekordowego wypadu.

Niemniej jednak, po około 1,5 h mieliśmy już kosz dość dobrze wypełniony podgrzybkami i zadowoleni wracaliśmy do domu. A po powrocie musieliśmy podjąć decyzję – marynować, suszyć czy przygotowywać sos. W związku z tym, że grzyby były świeżutkie, a my mieliśmy straszną ochotę zjeść je już teraz zaraz, to zdecydowaliśmy się na to ostatnie rozwiązanie.

Do tego kawałek mięsa, kasza gryczana, ogórek kiszony – mniam! :)

Ktoś chętny na kolejny wypad z nami?

sos1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Protected by WP Anti Spam